Zjadacz życia

Trudno napisać książkę o zwykłym życiu, w którym nie ma miłosnych, niebotycznych wzlotów i dramatycznych spięć znanych z literatury, nazwijmy ją, sensacyjno-miłosnej. Pisać o szarym dniu szarego człowieka  z jego codzienną drogą pod górę w sposób piękny i sugestywny, to nie byle co! Jeśli do tego dodamy umiejętność przedstawiania banalnych miłości zwykłych ludzi tak, że łza kręci się w oku, to wiemy już, że pisarzem tym, a raczej pisarką, która tak pięknie to czyni, musi być Katarzyna Grochola, a książka, ukazująca nam to wszystko, nosi tytuł  Pożeracz czerni 8.

Przyjrzyjmy się Zjadaczowi

Ta książka to 11 opowiadań, niezwykłych, misternie skonstruowanych i opowiedzianych tym swoistym, lekkim językiem Grocholi, który tak lubią jej czytelnicy. Autorka pisząc ten zbiór, nie chciała uwieść czytelnika czymś nadzwyczajnym, jaskrawym i lśniącym jak obrączka w piasku. Nic z tych rzeczy. Grochola tworzy niezwykłość ze zwykłych elementów. Buduje piękne gmachy ze zwykłej, codziennej cegły. Ze zwaliska szarych kamieni, wyczarowuje niezwykłe katedry. To tak, jak w słowach jednej z piosenek IRA.  Ona jest ze snu, a ubrana w codzienność śpiewa Artur Gadowski, a my wiemy, że właśnie o taką codzienność nam chodzi i o takiej pisze Katarzyna Grochola.

Wszystko się zazębia

Każde z opowiadań autorki porusza jakąś strunę ludzkiej egzystencji, czasami kilka naraz. Są one, każda z osobna, częścią wspólnego kobierca, jedna od drugiej różna, ale wszystkie połączone jakimś wspólnym elementem. Takie też są opowiadania, ubrane w codzienność, a pod spodem tętniące niezwykłością. Ludzie, o których pisze Grochola, to nasi sąsiedzi zza ściany, koledzy z pracy czy codzienni spotkańcy na przystanku autobusowym. Jak się okazuje, każdy z nich ma w sobie coś interesującego i Grochola niczym doskonały malarz obrazów, potrafi nam ową niezwykłość, pozornie szarego człowieka, ukazać. Te jedenaście opowiadań, z bliska, przypominają poplątane nici, dopiero kiedy opowiadania przeczytamy, z pewnego dystansu, wszystkie układają się w niezwykle fascynujący wzór naszej egzystencji.

M jak miłość

Tak, to właśnie miłość jest motywem przewodnim Zjadacza czerni 8 i to o niej, w różnych kontekstach życiowych, pisze Grochola. Konfiguracje z nią związane, różne odniesienia i sytuacje, często pozornie dziwne i od czapy, autorka ukazuje jako te, które najzwyczajniej się przydarzają i bez fanfar i spadających z nieba płatków róż, najzwyczajniej dzieją się. Owa miłość, zatopiona w naszej codzienność i  czasami trudno dostrzegalna, zawsze jednak ujawnia się i ukazuje w pełnej krasie. I choć autorka nie daje gwarancji, że się ją schwyci i w tej najpiękniejszej formie zachowa dla siebie, to jednak namawia, abyśmy czynili takie próby, bo samo dążenie do niej uszlachetnia nas i czyni lepszymi.

O tytule pisać nie będę

Tytuł książki to pewna zagwozdka. I o ile ów zjadacz czerni całkiem nieźle nam się komponuje, to już ósemka całkowicie miesza nam w głowie. Oczywiście nie zdradzę o co z nią chodzi, ale po przeczytaniu książki, łuski spadną z oczu, zaręczam. Jeśli się lubi Grocholę, a trudno jej nie lubić, to Zjadacz czerni 8 powinien stać się pozycją obowiązkową, choćby z tego powodu, że otwiera nam jedną z tych, tak trudno odnajdywanych, furtek do zrozumienia życia i siły miłości.